Wyobraźcie sobie sytuację: walczysz z kontuzją ręki, stoisz naprzeciwko światowej elity na Mistrzostwach Świata, a chwilę po powrocie do kraju ładujesz się na drewnianego konia na szynach i z przypadkowego sprzętu strzelasz do… gumowego rekina w stawie.
Sportowe życie łucznika z Pawęzowa, Pawła Szury, to w ostatnich tygodniach czysta akcja, dramaturgia i mnóstwo humoru!
Węgry: Krew, pot i brutalna weryfikacja Problemy biologiczne z ręką zaczęły się jeszcze przed wyjazdem na Mistrzostwa Świata w węgierskim Szilvásvárad. Ból trwał od kilku tygodni, pomimo ćwiczeń, fizjoterapii. Na miejscu, w ferworze rywalizacji, kontuzja się pogłębiła. Ale z orzełkiem na piersi i z zawodów tej rangi się nie rezygnuje. Paweł, zaciskając zęby, stosował maści i leki, naciągając swój mongolski łuk, walczył do końca.
Do domu wrócił z 20. miejscem na świecie. Żadnego płaczu, żadnego gdybania – to wspaniały wynik wywalczony w trudnych warunkach, ale też potężna, sportowa lekcja pokory. Zawsze trzeba być uczciwym i porównywać się do reszty świata, a ten świat niesamowicie ucieka. Patrząc na poziom zawodników ze Słowacji czy Węgier widać wyraźnie, że ścisłe podium to na ten moment zupełnie inna liga.
Ratowanie ręki i miękkie lądowanie Po powrocie do Polski biologia powiedziała twarde „dość”. Zawodniczy, łuk mongolski musiał zostać na stojaku w domu, bo naciągnięcie go pogłębiało zły stan ręki.
Opcje były dwie: całkowity odpoczynek i zawieszenie łuku na kołku albo znalezienie sprzętu, który pozwoli na miękką, regeneracyjną pracę z kontuzjowaną ręką.
Wtedy do akcji wkroczyła żona Pawła (nieoceniona, sprytna fizjoterapeutka!), a wyścig z czasem wygrała opcja numer dwa. Jako jedyna deska ratunku na trening wjechał, dużo bardziej miękko i łagodnie pracujący łuk krymsko-tatarski, zrobiony przez podhalańskiego Mistrza Sylwestra Styrczulę. Ręka dostała szansę na regenerację w ruchu.
Rybnik: Rekin, szyny i poobijane strzały To miał być tylko spokojny sprawdzian dla ręki. Paweł spakował nowy łuk, dołożył do tego garść starych, obitych i jako tako dobranych strzał, po czym pojechał do Rybnika na turniej „Hajmatowe Gupoty”.
Nazwa imprezy nie kłamie – to łucznicza jazda bez trzymanki!
Cele robiły wszystko, żeby przetrwać. Pancerne figury, na których chybienie w miękki punkt oznaczało rozbicie strzały w drobny mak. Gumowy rekin w stawie, gdzie pudło równało się utopieniu strzały. Wahadła, ruchome zwierzęta 3D, czy chociażby strzelanie z drewnianego konia, który jechał po szynach niczym wagonik w lunaparku, do triceratopsa!
A na deser?
Figura 3D, niedźwiedzia, postawiona na abstrakcyjnym dystansie 130 metrów!
Magia techniki i brygadowy prąd Nowy łuk tatarski ma zupełnie inną dynamikę niż twardy Mongoł, do którego Paweł był przyzwyczajony. Strzały latały inaczej, sprzęt trzeba było wyczuć na żywym organizmie prosto na trasie. I tu wydarzyła się sportowa magia. Ręka wytrzymała, zawodnik zgrał się z nową dynamiką łuku perfekcyjnie, a Paweł Szura, strzelając poobijanymi strzałami z nieostrzelanego sprzętu, wywalczył podium i 2. miejsce!
Ta szalona przygoda w Rybniku doskonale oddaje klimat, jaki panuje wokół tarnowskiej Brygady Vrihedd. Atmosfera w klubie jest dobra, miła a nawet przyjacielska. Każdy wybiera sobie taki łuk, który po prostu do niego przemawia. I jak widać na przykładzie wyniku Pawła – czasem, mimo braku doświadczenia z konkretnym sprzętem, sama czysta frajda z jego używania potrafi przynieść niesamowite efekty na trasie! Oczywiście, żeby te efekty się pojawiły i by radzić sobie w ekstremalnym terenie, trzeba swoje odpracować i realizować systematyczny trening, opanowując technikę (jak ta rozwijana w systemie Autarcha). Liczy się pasja, praca i radość ze strzelania.
Ten piękny i zwariowany rozwój łucznictwa 3D w naszym regionie jest możliwy dzięki wsparciu wspaniałych przyjaciół, za które serdecznie dziękujemy:
- Jakubowi Kwaśnemu – Prezydentowi Tarnowa,
- Gminie Lisia Góra,
- SFD Tarnów,
- Firmie Bilfinger,
- mugga.pl,
- TEXAR
Ręka Pawła z dnia na dzień wraca do pełni sił, a przed zawodnikami z Pawęzowa i Tarnowa kolejne wyzwania.
Strzelamy razem i jedziemy dalej! CZUJCIE TEN PRĄD!